Zamknięte osiedla – wyspy paradoksów

Grodzenie osiedli może przynosić szkodę nie tylko tym, którzy mieszkają na zewnątrz nich, ale również tym, którzy żyją w środku.

urban-384587_1280

W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Warszawie nastąpił prawdziwy wysyp zamkniętych osiedli. W 2004 niemiecki student Henrik Werth zidentyfikował ich w stolicy Polski ponad 200. Zgodnie z wyliczeniami Marii Lewickiej i Katarzyny Zaborowskiej opublikowanych trzy lata później mieliśmy ich już w Warszawie ponad 400. To niemal połowa wszystkich takich miejsc w całej Wielkiej Brytanii i mniej więcej tyle ile jest ich w Buenos Aires – gigantycznej metropolii zamieszkanej przez 11,5 mln mieszkańców. Trudno precyzyjnie powiedzieć, jaka jest obecnie skala problemu, ale śmiało można podejrzewać, że liczby te są jeszcze większe. Nawet biorąc pod uwagę wybuch globalnego kryzysu gospodarczego w 2008 r., który niekorzystnie wpłynął na kondycję rynku nieruchomości i liczbę budowanych mieszkań.

Grodzone osiedla powstają, bo jest na nie zapotrzebowanie. Podczas badań przeprowadzonych w trakcie targów mieszkaniowych na Torwarze wśród osób planujących zakup mieszkania aż 39 proc. respondentów stwierdziło, że chciałoby mieszkać na osiedlu zamkniętym, tyle samo na półotwartym, a zaledwie 22 proc.  na otwartym.  Trudno się zatem dziwić, ze rynek dostosowuje się do potrzeb klientów. W 2004 r. aż ¾  nowo wybudowanych mieszkań znajdowało się w obrębie grodzonych osiedli. Wszystko wskazuje na to, że obecnie jest ich jeszcze więcej. Nawet jeśli ktoś chce kupić nowe mieszkanie na osiedlu otwartym – mógłby mieć problem ze znalezieniem dla siebie odpowiedniej oferty.

Grodzenie osiedli nie jest zjawiskiem specyficznym dla Warszawy czy Polski. Można obserwować je na całym świecie – w USA, Meksyku, Hiszpanii, RPA, Izraelu, Chinach, Indonezji… To globalna tendencja wynikająca z  szybkiego rozwoju rynków nieruchomości, nakręcającej się spirali potrzeb konsumpcyjnych, ale też rosnącego poczucia zagrożenia  i niższej jakości usług świadczonych przez instytucje państwowe. W Polsce, podobnie jak w pozostałych państwach byłego bloku wschodniego, na zapotrzebowanie na mieszkanie „za płotem” wpływa również niski poziom zaufania do instytucji publicznych i brak wiary w skuteczność zapewniania przez nie poczucia bezpieczeństwa. Dodatkowo wyłaniająca się nowa klasa średnia dość ma mieszkania w peerelowskich blokach z wielkiej płyty, często chce poprawić standard miejsca swojego zamieszkania i zaakcentować swój status poprzez zamieszkanie na „lepszym” osiedlu.

Kto chce mieszkać na zamkniętych osiedlach i dlaczego? Z badań wynika, że mieszkańcy grodzonych osiedli to w dużej mierze właśnie ta nowa klasa średnia – ludzie dobrze wykształceni i przyzwoicie wynagradzani. Wprowadzają się tam, bo zależy im na poczuciu bezpieczeństwa, prestiżu, spokoju, wysokiej jakości mieszkania i jakości usług niezależnych od usług publicznych. W motywacjach czasem pojawia się również chęć życia we wspólnocie czy potrzeba lepszych kontaktów sąsiedzkich.

Paradoks bezpieczeństwa

Potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa sobie i swoim bliskim to numer jeden na liście  powodów, dla których wybieramy mieszkanie „za bramą”. Czy jednak płot, kamera i ochroniarz w stróżówce są w stanie nam je zagwarantować? Okazuje się, że mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Z niektórych badań wynika, że mieszkanie na terenie osiedla zamkniętego zwiększa subiektywne poczucie bezpieczeństwa wśród jego mieszkańców, a z innych, ze je… obniża. Płot sprawia, że o ludziach, którzy mieszkają poza jego obrębem zaczynają myśleć w kategoriach „oni” (w przeciwieństwie do grupy „my”, która mieszka w środku). Owi „oni” mogą zatem stanowić dla „nas” zagrożenie. Grodzone osiedle szybko staje się twierdzą, która ma nas izolować od obcego, nieprzyjaznego świata, który ją otacza… Ale, jak już wspomniano, z części badań płyną odmienne wnioski. Ludzie często podkreślają, że mieszkanie w zamkniętym osiedlu rzeczywiście daje im poczucie bezpieczeństwa. Pojawia się jednak pytanie, czy w tym przypadku nie mamy czasem do czynienia z racjonalizacją podjętych wcześniej decyzji? Skoro chciałem mieszkać w strzeżonym osiedlu, bo wierzyłem, że da mi to poczucie bezpieczeństwa, i skoro w nim zamieszkałem, to teraz konsekwentnie podtrzymuję, że czuję się bezpieczniej a moja decyzja była słuszna. Trudno byłoby się z tego wycofać i przyznać, że płot i kamera naszego bezpieczeństwa nie poprawiają lub nawet – budzą w nas różne lęki. Nikt nie lubi przyznawać się do błędów.

Paradoks aktywności, paradoks wspólnoty

W zamkniętych osiedlach w dużej mierze zamieszkują osoby względnie młode, dobrze wykształcone, z satysfakcjonującymi zarobkami – jednym słowem ludzie życiowo zaradni. Wydawać by się mogło, że kto, jeśli nie oni właśnie, mieliby świecić przykładem społecznej aktywności i zaangażowania w sprawy swojej lokalnej społeczności. Na dodatek, skoro znaczna część mieszkańców należy do jednej grupy społecznej, mającej podobny styl życia, potrzeby i problemy, z którymi musi się zmagać, to wydawałoby się również, że łatwiej będzie takim ludziom nawiązać więzi i budować relacje. Tu również możemy mówić o pewnym paradoksie. Mieszkańcy grodzonych osiedli w mniejszym stopniu czują się przywiązani do okolicy, mniej się interesują sprawami lokalnymi, przejawiają niższą aktywność społeczną, niższy jest też kapitał społeczny, czyli wzajemne relacje między ludźmi i poziom zaufania do siebie.

Dokąd zmierzamy?

Jaka jest przyszłość zamkniętych osiedli? Czy w dalszym ciągu ich liczba będzie rosnąć czy może mieszkanie za płotem okaże się przemijającą modą, podobnie jak boazeria w mieszkaniu czy jazda górskim rowerem po mieście? Co zrobić, abyśmy w końcu przestali się grodzić? Czy mieszkańcy sami dojrzeją do tego, że nie warto odcinać się od innych czy może potrzebujemy po prostu lepszych regulacji, które będą w stanie ograniczyć skalę tego zjawiska? Warto spróbować na te pytania odpowiedzieć zanim okaże się, że już nie pamiętamy jak wygląda osiedle bez płotu, strażnika i kamer przemysłowych.

 

Autor: Radosław Wałkuski

 

Pisząc artykuł korzystałem z publikacji Dominika Owczarka „Zamknięte osiedla, czyli dylemat współczesnych polskich miast. Badanie porównawcze mieszkańców zamkniętych i otwartych osiedli w warszawie” oraz z materiałów z seminarium „Osiedle Zamknięte (Anty)Wspólnota” zrealizowanego przez Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL.